Symboliczne przedstawienie oszczędzania jako procesu wzrostu i dbałości o przyszłość

Co zniechęca do oszczędzania? Poznaj najczęstsze przyczyny

Oszczędzanie w teorii brzmi banalnie. Wystarczy wydawać mniej, niż się zarabia, regularnie odkładać nadwyżki, a z czasem na koncie zbierze się sensowna kwota. Problem w tym, że nasze codzienne życie rzadko funkcjonuje jak prosty wzór matematyczny z podręcznika ekonomii. Większość ludzi nie ma najmniejszych trudności z samym logicznym zrozumieniem idei dbania o własne finanse. Prawdziwe wyzwanie zaczyna się znacznie wcześniej, bo na etapie budowania wewnętrznej motywacji, kontrolowania emocji, codziennych nawyków oraz presji otoczenia.

To właśnie dlatego tak wiele osób nie tyle z założenia unika odkładania pieniędzy, co po prostu bardzo szybko traci początkowy entuzjazm. Nierzadko wcale nie chodzi o całkowity brak środków finansowych w dosłownym znaczeniu tego słowa. Czasami decydujące okazuje się głębokie poczucie, że wkładany wysiłek jest zupełnie niewspółmierny do osiąganych na bieżąco efektów. Innym razem do głosu dochodzi potężna frustracja rosnącymi kosztami życia, która skutecznie podcina skrzydła. Warto więc zadać sobie szczere pytanie o to, co zniechęca do oszczędzania i jak możemy zmienić nasze nawyki, aby zbudować prawdziwie bezpieczną przyszłość.

Brak natychmiastowych efektów i zbyt małe dochody

Jednym z najczęstszych powodów rezygnacji z budowania kapitału jest obiektywnie napięty budżet domowy. Jeżeli po opłaceniu mieszkania, rachunków, wyżywienia oraz niezbędnych zobowiązań w portfelu zostają jedynie symboliczne kwoty, odkładanie przestaje być przyjemnym nawykiem. W takich, bardzo trudnych warunkach uniwersalne porady ekspertów o odkładaniu dwudziestu procent pensji potrafią wywołać jedynie irytację. Łatwo przecież mówić o żelaznej systematyczności komuś, kto na koniec miesiąca dysponuje wygodnym marginesem bezpieczeństwa. Zbudowanie solidnej poduszki finansowej przy niższych dochodach jest co prawda możliwe, ale wymaga sporo czasu i akceptacji, że początkowe kwoty będą po prostu małe.

Z tym zjawiskiem bezpośrednio wiąże się kolejna istotna bariera, czyli brak szybkich, spektakularnych rezultatów naszego codziennego wysiłku. Budowanie bezpieczeństwa finansowego na przyszłość to proces wyjątkowo niewdzięczny z punktu widzenia ludzkiej psychologii. Kiedy wydajemy pieniądze tu i teraz, niemal natychmiast otrzymujemy nagrodę w postaci nowego przedmiotu, smacznego posiłku czy ciekawego doświadczenia. Tymczasem odkładanie środków to świadoma rezygnacja z dzisiejszej przyjemności na rzecz mglistego poczucia bezpieczeństwa za kilka lat. Ludzki mózg zwyczajnie nie przepada za tak mocno odłożoną w czasie gratyfikacją, co skutecznie gasi nasz zapał już po kilku pierwszych miesiącach wyrzeczeń.

Presja społeczna, iluzja bogactwa i lęk przed niedostatkiem

Słowo określające gromadzenie kapitału niestety bardzo często budzi w nas negatywne, obciążające skojarzenia. Dla wielu dorosłych osób dbanie o domowy budżet równoznaczne jest z odmawianiem sobie absolutnie wszystkiego, życiem w ciągłym stresie i powrotem do poczucia dawnego niedostatku. W ich głowach pojawia się stereotypowy obraz smutnego człowieka, który obsesyjnie liczy każdą złotówkę i omija wszelkie radości życia. Taka perspektywa to niezwykle silna bariera psychologiczna, ponieważ bezpośrednio uderza w nasze poczucie własnej wartości i wypracowanej godności. Nikt z nas nie chce dobrowolnie wracać do trybu zwykłego przetrwania, zwłaszcza jeśli po latach wielu wyrzeczeń wreszcie udało się osiągnąć dużo lepszy status materialny.

Dodatkowym czynnikiem konsekwentnie niszczącym nasze plany jest ogromna presja otoczenia oraz nieustanne porównywanie się z innymi ludźmi. Żyjemy obecnie w świecie, w którym bezrefleksyjne konsumowanie bywa pokazywane jako norma, dowód życiowego sukcesu, a nierzadko wręcz społeczny obowiązek. Obserwujemy dookoła lepsze samochody, luksusowe wakacje i drogie gadżety, zapominając zupełnie, że za wieloma z nich stoją potężne kredyty i gigantyczny stres. W takiej rzeczywistości racjonalne zarządzanie własnymi pieniędzmi może dawać złudne, acz niezwykle bolesne poczucie pozostawania w tyle za znajomymi. Ulegamy wtedy ułudzie życia chwilą, zapominając, że prawdziwa niezależność polega na posiadaniu wolnego wyboru w przyszłości, a nie na posiadaniu najnowszego telefonu dzisiaj.

Chaos organizacyjny i zmęczenie codziennymi decyzjami

Skuteczne i bezstresowe planowanie przyszłości wymaga nadania naszym działaniom konkretnego, namacalnego sensu. Odkładanie środków finansowych bez jasno określonego, inspirującego celu bywa dla zdecydowanej większości z nas zadaniem zdecydowanie zbyt trudnym emocjonalnie. Ogólnikowe hasła mówiące o potrzebie posiadania rezerw rzadko kiedy dają prawdziwą energię do działania i nie uruchamiają w nas wyobraźni. Znacznie łatwiej mobilizujemy się do pracy, gdy naszym wyznaczonym celem staje się wkład własny na dom, spokojny rok na przemyślenie kariery zawodowej czy wreszcie bezpieczna, godna emerytura. Brak wyraźnie wyznaczonego punktu docelowego sprawia, że każda rezygnacja z bieżącego wydatku boli podwójnie i ostatecznie przegrywa z chwilową, ulotną zachcianką.

Poważną przeszkodą na drodze do stabilności są również nieregularne, choć w gruncie rzeczy niezwykle przewidywalne wydatki. Wiele osób doskonale radzi sobie z zachowaniem dyscypliny w standardowym miesiącu, aż do momentu, gdy ich plany nagle krzyżują dodatkowe koszty. Kiedy pojawia się konieczność opłacenia polisy czy zorganizowania dużych świąt, cały domowy budżet błyskawicznie zaczyna trzeszczeć w szwach. Brak odpowiedniego, wcześniejszego przygotowania do tych cyklicznych obciążeń to prosta i szybka droga do głębokiego rozczarowania swoimi umiejętnościami.

  • Coroczne polisy ubezpieczeniowe dla posiadanych pojazdów lub nieruchomości.
  • Sezonowe przeglądy techniczne samochodów oraz regularna wymiana opon.
  • Szkolne wyprawki, prezenty świąteczne oraz liczne wydatki okolicznościowe.
  • Regularne wizyty kontrolne u lekarzy specjalistów oraz w gabinetach dentystycznych.

Powyższe zdarzenia z całą pewnością nie są przecież żadnymi niespodziankami, a mimo to niezmiennie potrafią całkowicie zrujnować misternie układany przez tygodnie plan. Kiedy nie uwzględniamy ich w budżecie dużo wcześniej, każdy taki koszt wydaje się potężnym finansowym ciosem znikąd, co w naturalny sposób rodzi ogromną frustrację. Buduje to w nas niezwykle szkodliwą narrację, że bez względu na realnie włożony wysiłek, ostatecznie zawsze musi nam coś niespodziewanie wyskoczyć. A gdy dorosły człowiek traci wiarę w to, że jego mądre działania przynoszą realne skutki dla przyszłości, po prostu w poczuciu bezradności przestaje próbować.

Nie bez znaczenia pozostaje również dość powszechne zjawisko tak zwanego zmęczenia decyzyjnego, które dotyka niemal każdego z nas każdego dnia. Po wielogodzinnej pracy, staniu w korkach, opiece nad dziećmi i załatwianiu domowych spraw, rzadko mamy jeszcze ochotę na szczegółowe analizowanie paragonów. W takich osłabionych momentach racjonalny rozsądek niezwykle często przegrywa ze zwykłym wyczerpaniem organizmu, który głośno domaga się natychmiastowej ulgi oraz łatwej nagrody. Zamawiamy wtedy drogie jedzenie, dokonujemy nieprzemyślanych, impulsywnych zakupów i nagradzamy się drobnymi luksusami, psując zupełnie swoje długoterminowe cele. Wynika to zazwyczaj nie z braku elementarnej wiedzy, ale z faktu, że psychicznie nie mamy już najmniejszej siły podejmować kolejnej odpowiedzialnej decyzji przed snem.

Jak skutecznie pokonać bariery i zabezpieczyć własne jutro?

Rozwiązanie bardzo wielu codziennych problemów z utrzymaniem finansowej dyscypliny leży w odpowiedniej automatyzacji i radykalnej zmianie naszego dotychczasowego podejścia. Jeśli w każdym kolejnym miesiącu musimy ręcznie i z bólem analizować nadwyżki, by następnie wykonywać dobrowolne przelewy, szansa na naszą porażkę diametralnie rośnie. Dlatego tak absolutnie kluczowe jest wprowadzenie prostych mechanizmów bankowych, które będą realizować za nas trudne postanowienia zupełnie bez naszego świadomego udziału. Stałe zlecenie wychodzące z głównego konta zaledwie dzień po zaksięgowaniu wypłaty skutecznie zdejmuje z naszych zmęczonych barków ciężar ciągłego pamiętania o przyszłości. W ten nowoczesny sposób elegancko omijamy własne, ludzkie słabości, zyskując przyjemną pewność, że z każdym kolejnym miesiącem nasza życiowa sytuacja staje się bardziej stabilna i bezpieczna.

Niezmiernie istotne jest również to, aby wreszcie przestać traktować rozsądne zarządzanie swoimi ciężko zarobionymi zasobami jako restrykcyjną karę za dawne błędy. Powinniśmy spojrzeć na ten proces znacznie szerzej, dostrzegając w nim wyjątkowo przydatne narzędzie do powolnego przejmowania pełnej kontroli nad własnym losem. Warto raz na zawsze zrezygnować z nierealistycznego perfekcjonizmu na rzecz metod opartych na małych, ale za to bardzo systematycznych i mądrych krokach w dobrą stronę. Aby solidnie uporządkować i lepiej zrozumieć te skomplikowane psychologiczne mechanizmy, warto spojrzeć na nie przez pryzmat konkretnych zmian, które każdy z nas może wdrożyć niemal od zaraz.

Bariera psychologicznaBłędne, szkodliwe przekonaniePraktyczne rozwiązanie budujące przyszłość
Perfekcjonizm finansowyMuszę od razu odkładać ogromne kwoty, inaczej to nie ma żadnego sensu i lepiej wydać wszystko.Rozpoczęcie od naprawdę małych, ale regularnych przelewów, aby wyrobić stały, solidny nawyk dbania o kapitał.
Brak jasnego celuTrzeba regularnie zbierać pieniądze po prostu po to, żeby mieć jakieś bezimienne środki zgromadzone na koncie.Zdefiniowanie niezwykle konkretnych haseł, na przykład: fundusz spokojnego snu na wypadek nagłej utraty pracy.
Brak automatyzacjiPod koniec każdego miesiąca dokładnie zobaczę, ile mi zostało z wypłaty, i dopiero wtedy świadomie to odłożę.Ustawienie automatycznego przelewu na osobny rachunek oszczędnościowy w dniu stałego wpływu wynagrodzenia.

Nawet powszechna dzisiaj inflacja, która tak często i chętnie służy nam za uniwersalną wymówkę, nie powinna odciągać nas od troski o nasze długoterminowe bezpieczeństwo. Kiedy pieniądz z roku na rok traci na wartości, naturalnie pojawia się ogromna, wręcz irracjonalna pokusa, by wydać absolutnie wszystko na szybką, bieżącą konsumpcję. Należy jednak pamiętać, że posiadanie własnych oszczędności lekko dotkniętych inflacją jest w praktyce zawsze bez porównania lepszym scenariuszem niż całkowity brak jakichkolwiek środków w momencie nagłego, poważnego kryzysu. Naszym nadrzędnym zadaniem nie jest przecież osiągnięcie utopijnego stanu idealnego, w którym nic nam nigdy nie grozi, ale zapewnienie sobie i swojej rodzinie maksymalnie dużej życiowej elastyczności.

Długoterminowy spokój zamiast przelotnej, chwilowej przyjemności

Szczere znalezienie konkretnej odpowiedzi na pytanie, co zniechęca do oszczędzania, błyskawicznie pozwala nam zrozumieć własne ułomności oraz prawdziwe mechanizmy rządzące naszymi portfelami. Jak dobitnie widać, realnych przyczyn naszych porażek jest naprawdę wiele i rozciągają się one od obiektywnie niskich dochodów, poprzez wszechobecną presję otoczenia, aż po zwykłe, potężne ludzkie zmęczenie codziennością. Absolutnie najważniejsze to przestać się stale obwiniać za brak natychmiastowych, spektakularnych sukcesów i głęboko zrozumieć, że budowanie poważnego kapitału to powolny, rozciągnięty na wiele lat proces. Wymaga on od nas wszystkich nie tylko ogromnej życiowej dyscypliny, ale przede wszystkim wyrozumiałości dla własnych błędów oraz rzadkiej umiejętności wyciągania z nich konstruktywnych wniosków na przyszłe dekady.

Prawda o dbaniu o przyszłość finansową bywa niestety dość brutalna i z reguły jest całkowicie pozbawiona atrakcyjnego, hollywoodzkiego blichtru. Mądre i racjonalne podejście do prowadzenia domowego budżetu ostatecznie zawsze wygrywa, ale wcale nie dlatego, że dostarcza nam na co dzień silnej, rozrywkowej ekscytacji. To podejście zwycięża w ostatecznym rozrachunku, ponieważ na dłuższą metę oferuje nam coś, czego żaden impulsywny, nieprzemyślany pod wpływem chwili zakup nigdy nam nie zagwarantuje. Daje nam ono bezcenny, głęboki i bardzo stabilny spokój, potężny margines bezpieczeństwa oraz prawdziwą wolność, która pozwala odważnie i z olbrzymią nadzieją patrzeć w całkowicie nieznane jeszcze jutro.

O autorze

Tomek Musiałowski

Nazywam się Tomek Musiałowski. Jestem ekonomistą i autorem serwisu Przyszłość Finansowa, w którym piszę o pieniądzach z perspektywy długiego horyzontu: emerytury, inwestowania, bezpieczeństwa finansowego rodziny i decyzji, które dziś wydają się małe, ale po latach robią dużą różnicę.

Od 13 lat pracuję w finansach, a od 2012 roku zawodowo zajmuję się kredytami hipotecznymi i planowaniem dużych decyzji finansowych. Pomogłem ponad 170 klientom w pozyskaniu finansowania na łączną kwotę około 44 mln zł. Jestem agentem pośrednika kredytu hipotecznego wpisanym do rejestru KNF pod numerem RHA0018910.

Z wykształcenia jestem ekonomistą. Studiowałem finanse, ekonometrię i zarządzanie projektami na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, gdzie miałem też epizod akademicki: studia doktoranckie i zajęcia ze studentami. To doświadczenie mocno wpływa na sposób, w jaki piszę: lubię dane, źródła i modele, ale jeszcze bardziej lubię tłumaczyć je normalnym językiem.

Na Przyszłości Finansowej nie obiecuję prostych recept na szybkie bogactwo. Wolę pokazywać mechanizmy: jak działa emerytura z ZUS, po co budować własny kapitał, czym różnią się obligacje od ETF-ów, jak inflacja i stopy procentowe zmieniają wartość pieniędzy oraz dlaczego inwestowanie bez planu często kończy się nerwową improwizacją.

Piszę dla osób, które chcą spokojniej myśleć o przyszłości. Nie za rok. Nie do następnej promocji w banku. Tylko na dekady.

Wszystkie wpisy autora →