Podstawy ekonomii: wybory ekonomiczne, koszt alternatywny

Podstawy ekonomii, które każdy musi znać

Ekonomia może wydawać się skomplikowana, ale jej podstawy są zaskakująco proste i dotyczą codziennych wyborów każdego z nas. Od decyzji o tym, na co wydać pieniądze, po zrozumienie, dlaczego ceny w sklepach rosną lub spadają; wszystko to rządzi się ekonomicznymi prawami. Oto najważniejsze pojęcia, które pomogą Ci lepiej rozumieć świat finansów i gospodarki.

Rzadkość, wybory ekonomiczne i koszt alternatywny

Fundamentem ekonomii jest prosta prawda: nasze potrzeby są nieograniczone, ale zasoby do ich zaspokojenia są ograniczone. Ta rzadkość dotyczy wszystkiego – czasu, pieniędzy, surowców czy miejsca na Ziemi. Dlatego każdego dnia musimy dokonywać wyborów: czy kupić nowy telefon, czy może lepiej odłożyć te pieniądze na wakacje? Czy spędzić wieczór przed telewizorem, czy może poćwiczyć? Ekonomia bada właśnie te wybory i ich konsekwencje. Zrozumienie rzadkości pomoże Ci podejmować lepsze decyzje finansowe, bo uświadomi, że każdy wybór ma swoją cenę.

Z każdym wyborem wiąże się koszt alternatywny – wartość najlepszej opcji, z której rezygnujemy. Jeśli masz 1000 złotych i kupujesz sobie buty, to kosztem alternatywnym może być wycieczka, której już nie zrobisz za te pieniądze. To samo dotyczy czasu: jeśli spędzasz wieczór na oglądaniu serialu, to kosztem alternatywnym może być czas, który mógłbyś/mogłabyś poświęcić na naukę języka obcego. Koszt alternatywny nie zawsze jest wyrażony w pieniądzach – często to po prostu utracona szansa. Świadomość tego pojęcia pomaga w podejmowaniu mądrzejszych decyzji, bo skłania do pytania: „Z czego rezygnuję, wybierając tę opcję?”

Rynek jako miejsce transakcji

A skoro przy wyborach jesteśmy, to jeżeli chcemy coś kupić lub skorzystać z jakiejś usługi, to gdzie należy się udać? Otóż należy pójść na rynek. Tylko nie chodzi o zabytkowe centrum miasta. Rynek to miejsce, gdzie spotykają się kupujący i sprzedający, którzy chcą zawrzeć transakcję. Czyli ludzie chcący coś kupić muszą gdzieś się spotkać z ludźmi chcącymi coś sprzedać; to miejsce (może być wirtualne) nazywamy właśnie rynkiem. Może to być tradycyjny targ, ale też może to być sklep internetowy czy giełda papierów wartościowych.

Na każdym rynku działają te same podstawowe siły: kupujący chcą zapłacić jak najmniej, a sprzedający otrzymać jak najwięcej. Z tego konfliktu interesów powstaje cena, która zadowala obie strony na tyle, żeby transakcja doszła do skutku. Rynek nie potrzebuje żadnego centralnego zarządcy – reguluje się sam przez mechanizm popytu i podaży. To właśnie ta „niewidzialna ręka” sprawia, że w sklepach zawsze znajdziesz produkty, których potrzebujesz, a ich ceny będą jako tako rozsądne. Bo przecież nikt by nie chodził do sklepu, gdzie chleb kosztuje 400 zł za bochenek, skoro można go kupić za 5 zł, prawda?

Popyt

Popyt to ilość towaru lub usługi, jaką konsumenci chcą i mogą kupić przy różnych cenach. Kluczowe słowo to „chcą i mogą” – nie wystarczy sama chęć, trzeba mieć też pieniądze. Prawo popytu mówi, że zazwyczaj im wyższa cena, tym mniejszy popyt, a im niższa cena, tym większy popyt. Gdy benzyna drożeje, ludzie mniej jeżdżą samochodem. Gdy supermarket robi promocję na jabłka, kupujemy ich więcej. Popyt zmienia się też pod wpływem innych czynników: mody, dochodów, cen produktów alternatywnych (czyli takich, które też pomogą zaspokoić tę samą potrzebę). Zrozumienie popytu pomaga przewidzieć, jak zmiany cen wpłyną na nasze własne zachowania zakupowe.

Podaż

Podaż to ilość towaru lub usługi, jaką producenci są skłonni dostarczyć na rynek przy różnych poziomach cen. Prawo podaży działa odwrotnie niż prawo popytu: im wyższa cena, tym więcej producenci chcą sprzedać, bo oznacza to większy zysk. Gdy ceny mieszkań rosną, deweloperzy budują więcej nowych osiedli. Gdy ceny jabłek spadają, niektórzy sadownicy mogą w ogóle zrezygnować ze sprzedaży. Podaż zależy też od kosztów produkcji, technologii czy przepisów prawnych.

Interakcja popytu i podaży tworzy cenę równowagi – taką, przy której ilość, którą chcą kupić konsumenci, równa się ilości, którą chcą sprzedać producenci. Jest ona też nazywana ceną rynkową.

Elastyczność cenowa popytu

Elastyczność pokazuje, jak bardzo popyt reaguje na zmiany cen. Niektóre produkty mają elastyczny popyt – nawet niewielka zmiana ceny powoduje duże zmiany w sprzedaży. Tak dzieje się z dobrami luksusowymi czy produktami, które mają łatwe zamienniki. Jeżeli bowiem tablety nagle zaczną kosztować powyżej 3000 złotych, to ludzie przestaną je kupować. Wybiorą laptop albo telefon.

Inne mają popyt nieelastyczny – nawet duże zmiany cen nie wpływają znacząco na sprzedaż. Tak jest z lekami czy paliwem – ludzie i tak muszą je kupować. Ale też tak jest ze środkami uzależniającymi, takimi jak papierosy czy alkohol. Zrozumienie elastyczności pomaga przewidzieć, czy podwyżka cen rzeczywiście zwiększy przychody sprzedawcy. Czasem może być odwrotnie – gdy popyt jest bardzo elastyczny, podwyżka cen może zmniejszyć całkowite przychody (bo ilość sprzedawanych produktów spadnie tak bardzo, że podwyżka ceny tego nie nadrobi).

Struktury rynkowe: konkurencja, monopol, oligopol

Rynki różnią się pod względem liczby sprzedawców i ich siły. W konkurencji doskonałej jest wielu małych sprzedawców oferujących identyczny produkt – żaden nie ma wpływu na cenę. Ceny dyktowane są wyłącznie przez prawo popytu i podaży. Tak dzieje się na rynku rolnym, gdzie jeden rolnik nie może dyktować cen ziemniaków.

Monopol to przeciwieństwo – jeden sprzedawca kontroluje cały rynek i może ustalać ceny według własnego uznania. To tylko on decyduje jaka będzie cena, i dopóki klienci nie będą w stanie inaczej zaspokoić potrzeby, będą skazani na jego łaskę i niełaskę. Oligopol to sytuacja, gdy kilka dużych firm dzieli między siebie rynek – jak operatorzy telefonii komórkowej albo supermarkety/dyskonty.

Każda struktura inaczej wpływa na ceny i jakość produktów. Konsumenci zazwyczaj najlepiej czują się w konkurencji, gdzie mają duży wybór i niskie ceny.

Rozwój pieniądza: od barteru do metali szlachetnych

No dobrze. Wiesz już, że nie możesz mieć wszystkiego (bo rzadkość i wybory) i wiesz gdzie możesz kupić (lub sprzedać) to co chcesz. Wiesz też jak się kształtuje cena. To teraz zastanówmy się jak zapłacić tę cenę. No jak? Pieniędzmi, mówisz. No więc nie zawsze się płaciło pieniędzmi.

Na początku ludzie wymieniali towary bezpośrednio – kowal wymieniał narzędzia na zboże od rolnika. Taka forma wymiany nazywa się barterem. Ten barter miał jednak wady: trzeba było znaleźć kogoś, kto akurat potrzebował tego, co mieliśmy, i oferował to, czego nam brakowało. Z czasem niektóre przedmioty stały się powszechnie akceptowane jako środek wymiany: muszle, kamienie, żelazo, a w końcu złoto i srebro.

Metale szlachetne okazały się idealne – były trwałe, podzielne, łatwe do przenoszenia i miały stabilną wartość. Złoto nie psuje się, można je podzielić na małe kawałki, a jego wartość wynika z rzadkości i powszechnej akceptacji. To był pierwszy krok ku prawdziwemu pieniądzowi. Pierwszą formą pieniądza były złote, srebrne i miedziane monety. No ale gdy ktoś był bardzo bogaty, to nie chciał tych wszystkich złotych monet trzymać u siebie. Wolał trzymać je w jakimś skarbcu. Tak narodził się standard złota.

Standard złota

Standard złota to system, w którym pieniądz papierowy można było wymienić na określoną ilość złota. Banknot był wtedy jak „kwit” na złoto przechowywane w banku. Było na nim napisane, że posiadacz tej kartki posiada kilogram złota w naszym banku. To dawało ludziom pewność, że ich pieniądze mają realną wartość opartą na czymś fizycznym. System zapewniał stabilność – nie można było wydrukować więcej pieniędzy niż ile miało się złota w skarbcu. Miał jednak wady: ograniczał możliwość reagowania na kryzysy gospodarcze i uzależniał gospodarkę od wydobycia złota.

Gdy w latach 30. XX wieku świat pogrążył się w kryzysie, większość krajów porzuciła standard złota, by móc drukować więcej pieniędzy i pobudzać gospodarkę. Tak narodził się pieniądz fiducjarny

Pieniądz fiducjarny

Dzisiejszy pieniądz to pieniądz fiducjarny – nie ma pokrycia w złocie ani żadnym innym kruszcu. Opiera się tylko i wyłącznie na wierze w emitenta. Banknot 100 złotych to kawałek papieru, który ma wartość tylko dlatego, że wszyscy wierzymy, iż możemy za niego coś kupić. Ta wiara opiera się na zaufaniu do państwa i banku centralnego, które gwarantują przyjmowanie tego pieniądza.

System działa, bo wszyscy go akceptujemy – sklepy biorą nasze pieniądze, pracodawcy nimi płacą, banki je przechowują. Pieniądz fiducjarny daje bankowi centralnemu elastyczność w zarządzaniu gospodarką, ale wymaga odpowiedzialności – nadmierne drukowanie pieniędzy prowadzi do inflacji.

Inflacja

Inflacja to wzrost ogólnego poziomu cen w gospodarce. Gdy inflacja wynosi 5% rocznie, oznacza to, że koszyk produktów, który rok temu kosztował 100 złotych, dziś kosztuje 105 złotych. Przyczyny inflacji bywają różne: za dużo pieniędzy w obiegu, wzrost kosztów produkcji czy nadmierny popyt przy niewystarczającej podaży.

Umiarkowana inflacja (2-3% rocznie) jest normalna w nowoczesnej ekonomii i nawet pożądana – sygnalizuje zdrowo rosnącą gospodarkę. Problem powstaje, gdy inflacja jest wysoka lub nieprzewidywalna. Wtedy traci na wartości pieniądz w portfelu, a plany finansowe stają się trudne do realizacji. Najgorsze są okresy hiperinflacji, gdy ceny rosną o setki procent rocznie.

Wartość pieniądza w czasie

Inflacja to jeden z głównych powodów, dla których złotówka dziś jest warta więcej niż złotówka za rok. Dlaczego? Bo za rok za tę złotówkę kupimy mniej. Ale inflacja to tylko jedna strona medalu, jeżeli chodzi o wartość pieniądza w czasie. Druga strona medalu to możliwość inwestowania. Dziś możemy ją zainwestować i po roku mieć więcej.

To podstawa finansów: wartość pieniądza w czasie się zmienia. Dlatego lepiej otrzymać 1000 złotych dziś niż za rok, nawet jeśli kwota jest identyczna. Przy podejmowaniu decyzji finansowych zawsze trzeba uwzględniać ten czynnik. Stąd biorą się odsetki od lokat – to rekompensata za to, że rezygnujemy z używania pieniędzy przez pewien czas. Im dłuższy okres i wyższe ryzyko, tym wyższe odsetki powinniśmy otrzymać.

Próg rentowności i stopy zwrotu

A skoro już poruszyliśmy temat inwestowania, to warto wejść dalej i powiedzieć jak sprawdzić czy ta Twoja inwestycja jest dobra czy nie. Dobra inwestycja to taka, która da zarobić. Zanim jednak zarobisz, musisz odzyskać to, co włożyłeś/włożyłaś. W tym celu liczy się próg rentowności. Próg rentowności to punkt, w którym przychody równają się kosztom. Jeżeli kupiłeś mieszkanie na kredyt, to by zarobić, musisz dać taki czynsz, który pokryje nie tylko ratę kredytu, ale też potencjalne odsetki, jakie uzyskał(a)byś inwestując normalnie środki, które zostały przeznaczone na wkład własny.

Dobry przykład to również prowadzenie biznesu. Próg rentowności jest osiągany wówczas, gdy firma nie ma ani zysku, ani straty. Jeśli prowadzisz firmę z kosztami stałymi 10 000 złotych miesięcznie i zarabiasz 50 złotych na każdym produkcie, musisz sprzedać 200 sztuk, żeby wyjść na zero.

Ale przecież nie po to inwestujemy, bo po prostu nie tracić. Chcemy zyskiwać. Stopa zwrotu pokazuje, ile zarabiamy na inwestycji. Prosta stopa zwrotu to zysk podzielony przez włożony kapitał. Realna stopa zwrotu uwzględnia inflację – jeśli lokata daje 4%, a inflacja wynosi 3%, to realnie zarabiamy tylko 1%. NPV (wartość bieżąca netto) i IRR (wewnętrzna stopa zwrotu) to bardziej zaawansowane narzędzia oceny inwestycji, które uwzględniają wartość pieniądza w czasie.

Asymetria informacji

Wciąż jesteśmy przy inwestycjach. Wyobraź sobie, że inwestujesz w jakąś spółkę. Spółka ta ogłasza, że straciła płynność finansową. Co się dzieje z jej akcjami? Spadają na łeb na szyję. Wystarczyła informacja, a inwestorzy zaczęli wyprzedawać akcje. Tylko teraz jest pytanie: czy wszyscy o tym wiedzieli? A może część nie sprawdza informacji inwestorskich i o stracie dowiedziała się dopiero po dwóch tygodniach z gazety? A co, jeżeli sama księgowa, która wyliczyła sytuację finansową ma udziały w firmie?

Na wielu rynkach jedna strona wie więcej niż druga – to asymetria informacji. Ale asymetria informacji nie dotyczy jedynie rynku akcji. Sprzedawca używanego samochodu wie o wszystkich wadach, kupujący nie. Firma ubezpieczeniowa nie wie, jak ostrożnie jeździsz, ty tak. To prowadzi do problemów: kupujący, bojąc się oszustwa, oferują niższe ceny, co wypiera z rynku sprzedawców dobrych produktów. Ubezpieczeni, wiedząc że ubezpieczyciel pokryje szkody, zachowują się mniej ostrożnie.

Rynek próbuje radzić sobie z tym problemem przez gwarancje, certyfikaty, opinie czy reputację. Zrozumienie asymetrii informacji pomaga lepiej negocjować i podejmować decyzje, gdy jedna strona może mieć przewagę informacyjną.

Cykl koniunkturalny

Pozostając przy akcjach, nie sposób poruszyć tego, czy jest jakiś cykl według którego akcje się zachowują. Ano jest, ponieważ gospodarka nie rośnie równomiernie, tylko przechodzi przez cykle wzlotów i upadków. Faza wzrostu (hossa, ekspansja) to okres, gdy PKB rośnie, bezrobocie spada, ludzie wydają więcej, firmy inwestują. Potem następuje szczyt, po którym gospodarka spowalnia i wchodzi w recesję (bessę) – PKB spada, rośnie bezrobocie, firmy ograniczają inwestycje. Koniec recesji to dno bessy. Gdy następuje, to znów przychodzi ożywienie czyli faza wzrostu. I tak w kółko.

Cykle są naturalną częścią gospodarki rynkowej i nie da się ich całkowicie wyeliminować. Dla zwykłych ludzi oznaczają to, że czasem łatwiej znaleźć pracę i zarobić więcej, a czasem trudniej. Świadomość cykli pomaga lepiej planować finanse osobiste – warto mieć oszczędności na gorsze czasy.

Wydatki państwa i dobra publiczne

Niektórych rzeczy rynek prywatny nie dostarcza efektywnie, ale mimo wszystko są one nam potrzebne. Na przykład, latarnie uliczne. Wówczas za ich dostarczenie bierz się państwo, tworząc dobra publiczne. Obrona narodowa, policja, sądy czy drogi nie przynoszą zysku prywatnym firmom, ale są niezbędne dla społeczeństwa.

Problem polega na tym, że każdy chciałby z nich korzystać, ale nie płacić – to efekt gapowicza. Jeśli obrona narodowa chroni wszystkich, dlaczego mam za nią płacić, skoro i tak będę chroniony dzięki temu, że płacą inni? Gdy wszyscy tak myślą, nikt nie płaci. Dlatego państwo finansuje dobra publiczne z przymusowych podatków. Inaczej mogłyby w ogóle nie powstać, mimo że są społecznie potrzebne. To uzasadnia istnienie podatków i wydatków publicznych.

Podatki i dług publiczny

Państwo potrzebuje pieniędzy na armię, edukację, służbę zdrowia czy infrastrukturę. Głównym źródłem są podatki – przymusowe opłaty od dochodów, zakupów czy majątku. Podatki są ceną, jaką płacimy za życie w zorganizowanym społeczeństwie. Gdy wydatki państwa przewyższają wpływy z podatków, powstaje deficyt budżetowy, który finansuje się długiem publicznym. Państwo pożycza pieniądze, emitując obligacje skarbowe, które kupują banki, fundusze czy zwykli obywatele.

Dług publiczny nie jest zły sam w sobie – może finansować ważne inwestycje. Problem powstaje, gdy dług rośnie szybciej niż gospodarka i zaczyna zagrażać stabilności finansów publicznych. Niektóre państwa radzą sobie więc lepiej, a niektóre gorzej. Ale zadłużanie się to jedno, a zarabianie drugie. Jak więc policzyć ile dane państwo zarabia? Popatrzyć na PKB.

PKB

Produkt Krajowy Brutto (PKB) to wartość wszystkich dóbr i usług wyprodukowanych w kraju w ciągu roku. To główny miernik wielkości gospodarki – im wyższy PKB, tym bogatszy kraj. PKB per capita (na osobę) pozwala porównywać zamożność różnych krajów. Wzrost PKB oznacza, że gospodarka się rozwija, ludzie wytwarzają więcej wartości. Spadek PKB sygnalizuje recesję.

PKB ma swoje ograniczenia – nie uwzględnia jakości życia, nierówności czy szkód środowiskowych. Nie liczy też szarej strefy czy pracy domowej. Mimo to pozostaje najważniejszym wskaźnikiem kondycji gospodarki i standardu życia. Politycy często chwalą się tempem wzrostu PKB, bo to pokazuje, jak dobrze radzą sobie z gospodarką.

Podstawowe pojęcia statystyczne

Statystyka pomaga rozumieć dane ekonomiczne. Średnia arytmetyczna to suma wartości podzielona przez ich liczbę – średnia płaca w firmie to suma wszystkich pensji podzielona przez liczbę pracowników. Mediana to wartość środkowa – połowa ludzi zarabia więcej, połowa mniej. Często różni się od średniej, szczególnie gdy kilka osób zarabia bardzo dużo, dlatego ja wolę zazwyczaj spojrzeć na medianę niż średnią.

Bo wyobraź sobie firmę w której pracuje księgowa i 5 sprzątaczek. Księgowa zarabia 15.000 zł, a każda ze sprzątaczek 3.000 zł. Średnia zarobków w tej firmie to 5.000 zł, natomiast mediana to 3.000 zł. Mediana powie więc nam lepiej ile się zarabia w tej firmie.  

Odchylenie standardowe mierzy, jak bardzo dane są rozproszone wokół średniej – czy płace w firmie są podobne, czy bardzo zróżnicowane. Odchylenie standardowe bardzo często wykorzystuje się jako miarę ryzyka inwestycji. Rozkład normalny to słynny „dzwon” – większość wartości skupia się wokół średniej, a skrajne wartości są rzadkie. No i jest jeszcze prawdopodobieństwo, które określa szansę (ryzyko) wystąpienia danego zdarzenia. Te pojęcia pomagają lepiej interpretować statystyki gospodarcze i finansowe.

Podsumowanie

Ekonomia to nie abstrakcyjna teoria, ale opis rzeczywistych zachowań ludzi i firm. Zrozumienie jej podstaw pomaga podejmować lepsze decyzje finansowe, rozumieć wiadomości gospodarcze i dostrzegać powiązania między różnymi zjawiskami. Od świadomości kosztu alternatywnego po rozumienie cykli koniunkturalnych – ta wiedza czyni nas bardziej świadomymi konsumentami, inwestorami i obywatelami. Ekonomia pokazuje, że świat finansów ma swoje prawa i logikę, a ich poznanie otwiera drogę do lepszego zarządzania własnymi finansami i rozumienia otaczającej nas gospodarki.

O autorze

Tomek Musiałowski

Nazywam się Tomek Musiałowski. Jestem ekonomistą i autorem serwisu Przyszłość Finansowa, w którym piszę o pieniądzach z perspektywy długiego horyzontu: emerytury, inwestowania, bezpieczeństwa finansowego rodziny i decyzji, które dziś wydają się małe, ale po latach robią dużą różnicę.

Od 13 lat pracuję w finansach, a od 2012 roku zawodowo zajmuję się kredytami hipotecznymi i planowaniem dużych decyzji finansowych. Pomogłem ponad 170 klientom w pozyskaniu finansowania na łączną kwotę około 44 mln zł. Jestem agentem pośrednika kredytu hipotecznego wpisanym do rejestru KNF pod numerem RHA0018910.

Z wykształcenia jestem ekonomistą. Studiowałem finanse, ekonometrię i zarządzanie projektami na Uniwersytecie Ekonomicznym we Wrocławiu, gdzie miałem też epizod akademicki: studia doktoranckie i zajęcia ze studentami. To doświadczenie mocno wpływa na sposób, w jaki piszę: lubię dane, źródła i modele, ale jeszcze bardziej lubię tłumaczyć je normalnym językiem.

Na Przyszłości Finansowej nie obiecuję prostych recept na szybkie bogactwo. Wolę pokazywać mechanizmy: jak działa emerytura z ZUS, po co budować własny kapitał, czym różnią się obligacje od ETF-ów, jak inflacja i stopy procentowe zmieniają wartość pieniędzy oraz dlaczego inwestowanie bez planu często kończy się nerwową improwizacją.

Piszę dla osób, które chcą spokojniej myśleć o przyszłości. Nie za rok. Nie do następnej promocji w banku. Tylko na dekady.

Wszystkie wpisy autora →

One thought on “Podstawy ekonomii, które każdy musi znać”

Comments are closed.